Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 czerwca 2009

Mission complete. Next level...

"Wszystko przemija, co jest piękne
Wszystko co piękne jest...
...zostaje"



Dzisiaj miałem piękny sen. Wracałem do Polski, razem ze wszystkimi Erasmusami - ot, jechaliśmy na wycieczkę...

Koniec Erasmusa - uczucie trudne do opisania. Niezwykle egzotyczne. Przed oczami pojawia się długa lista niezrealizowanych jeszcze planów, niewykorzystanych możliwości. Tyle jeszcze mam do zrobienia. Do tylu osób, miejsc i rzeczy jestem tutaj przywiązany, a teraz trzeba to wszystko zostawić i najzwyczajniej w świecie odejść. Wrócić do kraju. Na usta cisną się słowa sprzeciwu - to zupełnie zrozumiałe.

Sięgam pamięcią do tych wszystkich chwil, również do tych pełnych niepewności, zwątpienia, napięcia. Jakie te wszystkie problemy są teraz nieistotne.


Wierzę, że Erasmusem zostaje się na całe życie. Jest to doświadczenie, którego inni ludzie nie zrozumieją w całości. Rozumiemy tylko my. I jestem przekonany, że koniec Erasmusa też jest jego częścią. Bardzo istotną. Cieszę się, że się skończył.


Takie jest zakończenie tej historii, historii pewnej podróży. Przyszła pora na next level...

środa, 10 czerwca 2009

Formalności

Załatwianie formalności na Erasmusie to prawdziwe wyzwanie. Formalności w Grecji to wyzwanie do kwadratu.

Nie narzekajcie już więcej, że poszliście do urzędu w Polsce i wasza sprawa nie została załatwiona w ciągu jednego dnia. W porównaniu z Grecją, nasza rodzima biurokracja jest świetlanym wzorem przykładnej organizacji życia administracyjno-społecznego.

Na stołówce uniwersytetu w Patrze jeść można za darmo. Wystarczy tylko posiadać kartę, która do tego upoważnia. Karta wydawana jest na ustalony okres czasu. Pech chciał, że moja straciła ważność i musiałem wyrobić nową.

Oczywiście kartę dostaje każdy student po wypełnieniu podania i załączeniu dwóch zdjęć. Jednak żeby wypełnić podanie trzeba przedstawić list referencyjny z greckiego Biura Erasmusa. Aby otrzymać wspomniany list należy dostarczyć zaświadczenie z greckiego dziekanatu oraz porozumienie dotyczące realizowanego programu studiów między uczelniami w Polsce i Grecji a dodatkowo zgodę na przedłużenie pobytu jeśli student przedłużał pobyt. Dwa ostatnie z wymienionych dokumentów ważne są tylko z czterema podpisami każdy: polskiego koordynatora wyjazdów zagranicznych, polskiego dziekana, greckiego koordynatora i greckiego dziekana. Aby uzyskać podpis polskiego dziekana należy złożyć (na polskim uniwersytecie) specjalne podanie. Podanie musi wcześniej podpisać koordynator w Polsce.

Jak sami wiecie czasem w Grecji są strajki i niektóre biura mogą być zamknięte. Przykładowo w czwartek biuro erasmusa było zamknięte z powodu big load of work. Przyszedłem więc, pocałowałem klamkę i wróciłem do akademika. Następnego dnia biuro było zamknięte z powodu konferencji. Następne dwa dni to weekend - również nic nie załatwiłem. W poniedziałek nie mogłem przyjść w godzinach urzędowania biura (9:30 - 12:30).

Dzięki opisanym okolicznościom (oraz szeregowi nieopisanych ze względu na ograniczenia techniczne) wspomnianą kartę uprawniającą do darmowego żywienia odebrałem dwa miesiące po rozpoczęciu działań prowadzących do jej uzyskania. Pech chciał, że tydzień później wracałem już do Polski.

Dzieło stworzone przy współpracy około dziesięciu różnych urzędników i przy wykorzystaniu bez mała ryzy papieru, sporej ilości tonera i atramentu służyło mi tylko przez kilka dni...

Na zdjęciu karta będąca bohaterką opowieści.

wtorek, 5 maja 2009

Ceny w Grecji

Dzisiaj będzie mało romantycznie. Udało mi się przetłumaczyć trochę greckich "krzaczków" z faktur i paragonów, które zebrałem podczas wyjazdu w pobliskim Makro. Studenci mogą tam kupować za okazaniem legitymacji studenckiej.

Jak sami widzicie, żywot studenta na obczyźnie do najprostszych nie należy ale cóż - taki urok podróżowania. Zachęcam do porównania cen kilku przykładowych produktów...


ProduktEURPLN
Bilet w autobusie miejskim u kierowcy (Patra)1,20 €5,40 zł
Feta ser 200GR1,25 €5,63 zł
Chipsy 130GR1,30 €5,85 zł
Sok 1,5 l, winogronowy1,50 €6,75 zł
Mleko 1,5l, 3,5%0,76 €3,42 zł
Ciastka ARO 225GR0,84 €3,78 zł
Ciastka OREO 176GR1,11 €5,00 zł
Maszynka do golenia Gilette 12szt3,45 €15,53 zł
Wino2,58 €11,61 zł
Kingston USB STICK 1GB4,50 €20,25 zł
Wino MOSCATO3,60 €16,20 zł
LAY's Chipsy 450GR2,09 €9,41 zł
WINO APELIA2,52 €11,34 zł
LILA PAUSE 3*34GR1,16 €5,22 zł
Wino trebbiano1,69 €7,61 zł
Wino Makro1,72 €7,74 zł
SOK, 100%1,22 €5,49 zł
Krakersy 1,5KG5,15 €23,18 zł
Kaktus mały3,75 €16,88 zł
Świeca ozdobna 50x1002,00 €9,00 zł
Mavrodafni – wino3,70 €16,65 zł
Makedonian Taxini – 500GR4,65 €20,93 zł
Ouzo 700ml w butelce ozdobnej6,11 €27,50 zł
Ouzo 200ml2,50 €11,25 zł
Ciastka jabłkowe MERBA 200GR1,65 €7,43 zł
Tentura – likier 700ml6,48 €29,16 zł

Widziałem dzikie i piękne krainy:
Powrót do Patry

Kilka dni podczas których gościłem w Patrze bohaterów naszej opowieści zapamiętam do końca życia. Głównie dzięki jednemu egzotycznemu wydarzeniu.

Znajomi zwykli organizować sobie czas samodzielnie, ewentualnie kierując się moimi wskazówkami. Pewnego dnia odwiedzili pobliski las piniowy i wrócili późnym wieczorem. Rozmawialiśmy w najlepsze, kiedy zauważyliśmy że przez środek mojego niewielkiego pokoju spaceruje skorpion. Jeden z kolegów (zanim zorientował się co to za zwierzę) zlikwidował go wstępnie za pomocą lacia, jak zwykł to robić ze wszystkimi stworzeniami które posiadają więcej niż cztery nogi i zakłócają spokój domowników.

Ostatecznie zrobiliśmy skorpionowi zdjęcie i dobiliśmy nieszczęśnika. Następnie przy użyciu zdjęcia i Internetu dowiedzieliśmy się, że jest to jeden z najbardziej niebezpiecznych gatunków w Europie. Znajomi, śpiący do tej pory na podłodze, nie mieli najszczęśliwszych min. Dodatkowo źródło pochodzenia zwierzaka było dla nas nie lada tajemnicą.

Tajemnica rozwiązała się sama, gdy zademonstrowali mi całą reklamówkę szyszek, które zbierali poprzedniego dnia. Gdy z szyszki wyskoczył kolejny skorpion przystąpiliśmy do kolejnej egzekucji i utylizacji.

Moi goście pojechali a ja zostałem sam na sam z pokojem zamieszkanym przez niewiadomo co jeszcze...

poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Widziałem dzikie i piękne krainy:
Kierunek: Saloniki


Następnego dnia pożegnaliśmy Sofię. Dopiero teraz przygody zaczynają się na poważnie. Kilka godzin jazdy za bułgarską stolicą odwiedzamy Rilski Monastyr - jeden z najpiękniejszych Bułgarskich klasztorów, położony w górach, nieopodal Musały - najwyższego szczytu w tym kraju.

Pokrzepieni posiłkiem w przyklasztornej restauracji wyruszamy w dalszą podróż, ku granicy Bułgarsko-Greckiej. Jadący z nami Jetson opowiada o Indiach, nie przestając się uśmiechać, nieświadomy jeszcze przygód, które go czekają. W ciemnym samochodzie jego śnieżnobiałe zęby jeszcze bardziej kontrastują ze śniadą cerą.

Do granicy docieramy przed północą.

Zatrzymam się na chwilę w tym miejscu aby wyjaśnić jak Jetson (posiadający wizę tylko na strefę Schengen) dostał się do Bułgarii. Bułgaria należy do UE i zamierza dołączyć do wspólnoty państw objętych traktatem z Schengen w 2011 roku. Poinformowałem o tym Jet'a jeszcze przed wyjazdem z Patry. Odpowiedział, że zobaczymy, jeśli go nie wpuszczą do Bułgarii to wróci do Salonik. Szczęśliwie, kontrola na przejściu kolejowym Grecja-Bułgaria nie była nazbyt wnikliwa i Jetson, nota bene nielegalnie, znalazł się na terytorium najmłodszego kraju Unii. Uważaliśmy to za pełen sukces ekspedycji, jednak do prawdziwego sukcesu jeszcze nieco brakowało. Nie wystarczyło wjechać do Rumunii, trzeba było jeszcze z niej wyjechać...

Wyjazd z rzeczonego państwa nie jest jednak taki prosty. Kontrola na przejściu drogowym jest znacznie bardziej szczegółowa. Nie mówiący po angielsku celnik wyraża (na migi) zdziwienie, że osoba uprawniona do pobytu w strefie Schengen znalazła się poza jej obrębem i ponownie usiłuje do niej wjechać. Nasze tłumaczenia zdają się na nic - celnik niewiele rozumie i chyba nie chce rozumieć. Poleca nam czekać.

Wysiadamy z samochodu, jemy pierwszą paczkę ciastek, potem drugą i trzecią. Rozkładam karimatę na asfalcie a następnie siebie na karimacie. Niebo jest pogodne, pełne gwiazd...

Po ponad godzinie Jetson zostaje poproszony o podpisanie protokołu (oczywiście pisanego piękną cyrylicą). Do dziś nie wiem co stwierdza podpisane pismo ale jakkolwiek by nie patrzeć jest to nasza przepustka w dalszą drogę. Siedząc w samochodzie żartujemy na temat potencjalnej treści niezrozumiałego protokołu: "Niniejszym zaprzedaję swoją duszę ciemnym mocom" albo "Zgadzam się dobrowolnie przekazać cały swój majątek Republice Bułgarii"...

Do akademika w Salonikach docieramy zmęczeni, o 3 w nocy. Parkujemy samochód zaraz za znakiem zakazu, jak wszyscy Grecy. Zresztą to jedyne miejsce.

Oj, jak bardzo jesteśmy czasem nieświadomi czekających nas konsekwencji...

czwartek, 23 kwietnia 2009

Widziałem dzikie i piękne krainy: wstęp

Widziałem dzikie i piękne krainy
w niejednym przyszło mi tonąć odmęcie
wspominam wszystkie spotkane dziewczyny
ich cień unoszę na swoim okręcie
[G. Turnau]

Lubię wyjazdy. Wyjazdy to przygody. Jest to szczególny czas, kiedy przygody generują się same, w najbardziej nieoczekiwany sposób.
Wielkanocne wakacje, które w Grecji trwają aż dwa tygodnie wykorzystałem pożytecznie, planując wyjazd do Salonik i odwiedziny znajomych z Polski (przyjęcie odwiedzin, precyzując). Myślę, że był to właściwy środek prewencji przeciwko zniewoleniu umysłu pracą i nauką, który to wysiłek został podjęty we właściwym momencie.

Określenie wyjazdu jako pełnego przygód byłoby pewnym niedopowiedzeniem. Zamiast określać opiszę szczegółowo to co pamiętam, sięgając pamięcią do ulotnych wspomnień i próbując przedstawić chociaż częściowy i niepełny obraz przepełnionego przygodami wyjazdu.

środa, 15 kwietnia 2009

Przemyślenie o florze bakteryjnej

Ostatnio mój znajomy Węgier, biolog stwierdził, że jesteśmy przyzwyczajeni do flory bakteryjnej występującej na obszarze, który zamieszkujemy. Problem pojawia się, gdy przemieszczamy się na duże odległości. Napotykamy inną florę bakteryjną, do walki z którą nie jesteśmy przygotowani. Dlatego zapadamy na różne choroby. Wyjeżdżając w dalekie podróże powinniśmy wziąć to pod uwagę i jest to dla każdego z nas raczej oczywiste.

Parafrazując: problem pojawia się gdy podróżując napotykamy odmienną kulturę, odmienną mentalność i inne spojrzenie na świat. Nie ważne czy podróżujemy samochodem, pociągiem, telewizją czy rozmowami.
Czy inne koniecznie znaczy gorsze, groźniejsze, bardziej niebezpieczne i chorobotwórcze? Nie, my po prostu nie jesteśmy przyzwyczajeni. Jeśli ktoś od tego miałby zachorować to będziemy to raczej tylko my sami. Oni są odporni...

środa, 8 kwietnia 2009

Mimochodem

Niedawno mój promotor zapytał dlaczego nie poszedłem na studia dziennikarskie. Przyznam, że pytanie jest sensowne. Oczywiście nie mam tu na myśli przypisywanych mi (może nieco na wyrost) niebywałych talentów i zdolności. Pytanie jest o tyle dobre, że czasem naprawdę mam ochotę wysłać laptopa na złomowisko i z przysłowiowym węzełkiem na kiju wyruszyć tam, gdzie pieprz rośnie. Wypada to (miejsce porostu pieprzu) w okolicach Archipelagu Malajskiego, co zresztą średnio mi odpowiada bo spotykamy tam wyspę Jawa, która dobitnie pokazuje, że od świata informatyki nie ma ucieczki.

Z tymi studiami to jest tak: nie poszedłem na dziennikarstwo bo przestraszyłem się tego, jak ono wygląda. Kiedy byłem w liceum przyjechała do mnie duńska telewizja (pozwólcie, że pominę wyjaśnienie jak do tego doszło). Chcieli poznać nowych kandydatów do UE, w tym nasz kraj.

Pokazałem im moje piękne liceum, zabytkowy Nikiszowiec, grilla w ogródku u znajomych i polską kopalnię. Dziś wiem, że tego ostatniego nie powinienem był robić. Otóż pech chciał, że w tym momencie z kopalni wyjechała ciężarówka załadowana surowcem. Od węglowego pyłu i spalin kręciło nam się w nosach, Duńczycy prawie pobiegli kupić latarki.

No i jak myślicie, co pojawiło się w ich superobiektywnym materiale filmowym jako obrazek z Polski? Piękne mury neogotyckiej szkoły? Grupa przyjaciół opowiadających o Polsce grillując w ogrodzie? Zabytkowe budynki osiedla robotniczego z początku minionego wieku?
W duńskim dokumencie Polskę reprezentowała smogo-genna ciężarówka w chmurze pyłu. Gorzej niż Ich Troje na Eurowizji - oni też robili nieziemski jazgot ale przynajmniej nosili kolorowe ubrania (albo i włosy).

Tak więc zakończyła się moja przygoda z dziennikarstwem i jego szerokopojętą uczciwością - mogę uprawiać tę sztukę w wolnej chwili. Osobiście uważam, że osoby o technicznym wykształceniu, w szczególności informatycy, są w stanie dużo wierniej przedstawić rzeczywistość niż humaniści. Dla tych ostatnich zrobić z kropki przecinek to codzienność - ot, niby przypadkiem. Dla nas jest to w najlepszym przypadku 'fatal error, unexpected symbol at line 941'.

Oczywiście promotora (a zarazem erasmusowego koordynatora) serdecznie pozdrawiam, życząc jednocześnie dużo cierpliwości do mojej osoby po powrocie. Grecki temperament bywa zaraźliwy...

poniedziałek, 23 marca 2009

Zorbas Ho(s)tel

Siedzę na schodach ho(s)telu w Atenach. Oficjalnie jest to Hotel, jednak warunki są głęboko hostelowe. Jest jednak atmosfera, niepowtarzalna, trudna do opisania. Przewijają się tu ludzie z całego świata. Nie spotkałem tu jeszcze Greka (nie licząc recepcjonisty). Są Amerykanie, Polacy, Chińczycy, Węgrzy, mieszkańcy Tajlandii. Powody dla których tu przyjechali są skrajnie różne, każdy spotkany człowiek to nowa historia. Jedni przyjeżdżają do pracy inni na krótką wycieczkę, jeszcze inni odwiedzają znajomych.

Kilka miesięcy spotkałem tu Amerykankę, absolwentkę fizyki na jednym z amerykańskich uniwersytetów. Przyjechała tu aby grać na gitarze na ulicy. Oczywiście nie po to aby zarabiać pieniądze, chciała oderwać się od kraju Wuja Sama i wszystkich jego dobrodziejstw. Co ciekawe, po przeliczeniu jej miesięczne uliczne zarobki przekraczały znacznie sumę jaką zarabia polski nauczyciel dyplomowany z dziesięcioletnim stażem pracy.

Dla wytrawnych czytelników bloga istnienie polskiej dzielnicy w centrum Aten nie powinno stanowić tajemnicy. Ponieważ tym razem do stolicy Grecji przyjechałem z Barną (Węgrem), postanowiliśmy wpaść do polskiej restauracji na pierogi. Przy okazji zdobyłem też adres polskiego dentysty.

Dodam jeszcze, że głównym celem naszej bytności w tym imponującym mieście jest odebranie Marty i Justyny z lotniska. Kim są dziewczyny i co będziemy z nimi robić dowiecie się w następnych odcinkach ;-)

czwartek, 19 marca 2009

Explanation

Po krótkiej przerwie spowodowanej okresem sesji i przygotowań do egzaminów powracam do życia 'bardziej rozrywkowego'. Oczywiście wymaga to niełatwego założenia, że życie erasmusowe można podzielić na mniej i bardziej rozrywkowe.

Tak więc w ostatnim czasie nic szczególnego nie uległo zmianie. Wzrosła jedynie ilość rzeczy, które chciałbym w tym miejscu opisać. Zdajecie sobie sprawę z tego, że jest to zadanie niemalże niewykonalne. Tu trzeba przyjechać, żeby zrozumieć.

Dziś urodziny Vincenta (Francuza). Zabieram gitarę i śpiewnik, który właśnie staram się z wielkim uporem dokończyć. Grecką modą kończę go już trzeci tydzień - łatwo się przyzwyczaić do stylu życia spod znaku 'let it bee'...

sobota, 28 lutego 2009

Erasmusowa równowaga

Zanotowałem ostatnio znaczne ożywienie życia erasmusowego. Ogólna integracja nastąpiła po międzysemestralnej zmianie naszego składu. Hiszpanie wyprowadzili się do wynajętego mieszkania, wyjechali Czesi, Amerykanie oraz część Polaków. Przyznam, że nie bez rozrzewnienia żegnałem wyjeżdżających. Na otarcie łez przyjechali Bułgarzy, dwoje Portugalczyków, Włoch, Austriak, Estończyk, Wegier, Rumunka no i... Francuzi.

Choć zdania na temat obecnego kształtu erasmusowej społeczności, zwłaszcza w zakresie integracji, są mocno podzielone ja dostrzegam znaczną poprawę. Uważam, że obecność dużych grup obywateli jednego kraju nie wpływała pozytywnie na nasze wzajemne relacje. Grupy mają znaczną skłonność do izolowania się.

Zaistniała sytuacja znalazła bezpośrednie odzwierciedlenie w sposobie spędzania wolnego czasu. Zaczęły się wspólne wyjścia na kawę, propozycje wspólnych wycieczek, teraz czeka nas wspólny karnawał (tak, w Grecji Wielki Post zaczynamy dopiero w przyszłym tygodniu, również w Kościele Katolickim).

Na chwilę obecną jedyną większością narodową są Francuzi, co też jest doskonałym przykładem dla powyższej teorii. Zaczynam żałować, że nie znam francuskiego, ale wszystko wskazuje na to, że mam teraz świetną okazję, żeby się nauczyć... ze słuchu. No cóż, może jeszcze kiedyś odkryją, że mówienie po angielski nie boli.

Muszę też pochwalić Polaków (może to trochę nieobiektywne) ale trzeba przyznać, że nawet gdy w dużej grupie naszych rodaków znalazł się choćby jeden obcokrajowiec, zawsze przełączaliśmy się na angielski. Czasami nawet z taką skutecznością, że zapominaliśmy potem powrócić do stanu poprzedniego.

Ot, taki erasmusowy savoir-vivre (oj, czyż to nie z francuskiego? ;-) )

sobota, 21 lutego 2009

Mea kulpa

Przyznam uczciwie i bez bicia, tak zepsułem ostatnio naszą windę. Grecy generalnie nie budują wysokich budynków bo szybko im się burzą (trzęsienia ziemi). Ponieważ ostatnio chyba jednak dojrzeli do stosowania rozwiązań dla osób niepełnosprawnych nasz nowy akademik wyposażony jest w podjazd i windę (jako jedyny w kampusie).

Inwalidy tu jeszcze nie widziałem (i nic dziwnego). Nawet jeśli udałoby się go zakwaterować w akademiku to i tak ilość schodów niezbędna do pokonania w drodze na stołówkę czy do biblioteki skutecznie eliminuje osoby upośledzone ruchowo z grona studentów. No chyba, że wózek ma wbudowany helikopter (oczywiście słowo pochodzi z greckiego).

Windę popsułem oczywiście nieumyślnie, przyblokowawszy takie wewnętrzne rozsuwane drzwiczki, nie czyni to chyba jednak poważnego problemu bo budynek ma raptem dwa piętra. Jakkolwiek macie rację, należy mi się nagana, mogłem trochę bardziej uważać.

Po cichu zastanawiam się kiedy winda zostanie naprawiona. Usterka nie wygląda na poważną, winda zwyczajnie stoi na piętrze i nie reaguje na polecenia. Grekom nadal zdarza się czekać pod drzwiami niedziałającego dźwigu i tak sytuacja wygląda już od ponad tygodnia...

Myślicie, że zafundowałem sąsiadom najbliższe pół roku bez windy? Ach, ci Polacy...

środa, 11 lutego 2009

Peter forever

Dziś pożegnaliśmy Petera - słowackiego studenta ekonomii (jeśli mnie pamięć nie myli) z czeskiego uniwersytetu. Trzeba przyznać, że chłopak się wyróżniał, każdy go lubił. Impreza pożegnalna jaką mu zgotowano była zdecydowanie najbardziej huczną imprezą tego pokroju.

Myślę, że niejeden Erasmus zadał sobie wątpliwym głosem pytanie czy jego pożegnalne party będzie choć w części dorównywało minionej imprezie.

Co stanowiło o 'sukcesie' Słowaka? Był taki nieprzeciętny czy raczej uniwersalny? Po głębszych przemyśleniach uważam, że był prosty. Prosty w sensie nieskomplikowany (a przynajmniej nie bardziej niż to konieczne).

Nie ubierał się w koszule z kołnierzykami i nie recytował Homera (choć słowackie pieśni powstańcze znał na pamięć ;-) ). Nie był głęboki i wielowarstwowy. Nie był super-ambitny-i-dumny, nienagannie-uprzejmy, sympatycznie-słodko-uśmiechnięty. Był dowcipny i bezpośredni. Trzeba przyznać, że był sobą a nie tym na kogo chciałby wyglądać. Przynajmniej takie sprawiał wrażenie.

Peter niejednokrotnie był kierowcą podczas naszych erasmusowych wycieczek. Pojawiał się też na chyba każdej imprezie.

Trochę przypominał jeansy. Nie mają falbanek ani koronek. Nie mają wbudowanego helikoptera ani GPS'a wszytego w nogawkę. Nie kosztują tyle co suknia wieczorowa czy spodnie z gore-tex'u. 100% of cotton, bez domieszek. Ale każdy je lubi, każdy je nosi i każdy uwielbia ten niebieski jeansowy kolor.

Pisząc ten tekst zdałem sobie właśnie sprawę, że przecież osobiście nie lubię jeansów właśnie dlatego, że noszą je wszyscy... Powiedzmy, że Peter pokazał mi, że nosząc niebieskie spodnie z Ameryki można czuć się dobrze i komfortowo.


Nic, koniec tego pochwalnego epitafium ;-) To, że będzie nam go brakowało jest oczywiste.

sobota, 31 stycznia 2009

Kultura Grecka

Trudno uwierzyć, że ludzie którzy obecnie mnie otaczają są spadkobiercami urzekającej kultury helleńskiej. Przeciętny Grek spóźnia się wszędzie (o tak, czuję się tu jak w raju), jest wybitnie niesłowny, posiada kobietę która otwiera mu drzwi i nosi za nim torby z zakupami oraz jest święcie przekonany, że wszystko na świecie pochodzi z Grecji, a pierwszym człowiekiem na księżycu był Neil Armstrongopoullos.

O ile w sprawie zdobywcy księżyca trochę bym polemizował, to co do etymologii większości znanych mi słów muszę przyznać rację. Chronologiczny, monochromatyczny, metropolia, choreografia, ekologia, amfibia, termiczny, aerozol, erytrocyt, architekt, atmosfera, wagon, termometr, benzyna, biblia, gaza, grafika, poligamia, glukoza, krawat, dendrologia, aerodrom, etniczny, eksodus, pantokrator, Kyrie eleison...

To tylko część słów, które przyszły mi na myśl i pochodzą z Greckiego (lub brzmią niemal identycznie po Grecku). Wypisanie ich zajęło mi 30 sekund. Kontakt z takim językiem naprawdę robi wrażenie. Uświadamia, jak wiele Grekom zawdzięczamy oraz ile od nich zapożyczyliśmy.

Cóż, podobno kultura umiera tam, gdzie zaczyna się cywilizacja...


poniedziałek, 19 stycznia 2009

Accommodation


Radykalnie zmieniły się moje warunki zakwaterowania. Najwięcej opiszą zdjęcia starego pokoju i nowego. Wpłynęło to znacznie na moje samopoczucie i ogólną radość czerpaną z pobytu.

Zaistniała okoliczność była przeze mnie długo oczekiwana. Brakuje krzesła, centralnego ogrzewania i internetu, ale przecież to drobiazgi.

środa, 14 stycznia 2009

Zaczynamy od środka

"Wszystko przemija, co jest piękne
Wszystko co piękne jest...
...zostaje"

Pokonanie własnego lenistwa oraz przełamanie ukrytej nieśmiałości zajęły mi ponad dwa miesiące. Zaczynam zatem opisywanie erasmusowego życia od połowy (no dobrze, prawie od połowy) wyjazdu. Ostatecznym argumentem, który mnie do tego przekonał był blog polskiego Studenta z Aten a także pewien wybryk publistyczny mojego dobrego znajomego. Uwierzcie mi, jest co wspominać po takim wyjeździe. Nie wszystko da się opisać zdjęciami.

Aby uniknąć zamieszania (trzeba przecież jakoś wybrnąć z sytuacji) będę przeplatał aktualne posty opisem wydarzeń minionych. Jest ich całkiem sporo jak na dwa miesiące pobytu w Grecji...